Stadnina
Stadnina
Chełmek ul. Chrobrego 83 b
Tel.  846 – 13 - 25
 
 
Zdjęcia
Image
Image
Image
 Image Image  Image

 

Życie w siodle

Rozmowa z Robertem Babiuchem właścicielem stadniny w Chełmku.

Od czego zaczęła się pańska przygoda z końmi?

- Moja przygoda z końmi zaczęła się trzy lata temu. Postanowiłem wtedy, że kupię konia, na którym mógłbym jeździć. Niestety na początku wszyscy mi to odradzali, twierdząc, że jest to kosztowna inwestycja oraz że nie ma tu odpowiednich warunków lokalowych, w których można by umieścić konia, lecz ja postawiłem na swoim i moim pierwszym nabytkiem została piękna klacz. Z pozyskaniem stajni nie było też większych problemów, otóż obok mojego domu stały stare, jeszcze pożydowskie stajnie będące obecnie własnością gminy Chełmek. Udałem się więc do burmistrza Andrzeja Saternusa z pytaniem, czy mógłbym wydzierżawić dwa pomieszczenia w tych stajniach. Burmistrz bez najmniejszych zastrzeżeń przychylił się do mojej prośby i tak to się zaczęło. Wydzierżawione pomieszczenia wymagały dużego remontu, ale z pomocą rodziców oraz Rafała Weseckiego i jego rodziny udało się dość szybko doprowadzić je do użytku. Przed remontem były to pomieszczenia bez prądu, zniszczone, z dziurami w sklepieniach, z poniszczonymi drzwiami. Nad stajniami, w których trzymam konie, była wtedy kupa gruzu i śmieci a przed stajniami wszystko zarośnięte chaszczami. Przy remoncie stajni pod grubą warstwą ziemi odkryliśmy bruk, który zerwaliśmy i ułożyliśmy od nowa. Teraz trudno to sobie wyobrazić, ale wtedy to wyglądało naprawdę bardzo źle. Po remoncie już całkowicie połknąłem bakcyla i konie stały się moją pasją. Dlatego po pierwszym koniu przyszedł następny i następny, a co się z tym wiąże rozrastały się potrzeby lokalowe, dlatego dzierżawiłem kolejne pomieszczenia od gminy. I tak w pierwszym roku dwa, w drugim dwa kolejne, w tym ostatnie duże pomieszczenie, które zostało z pożydowskiego budynku. Obecnie hoduję dziewięć koni w pomieszczeniach wydzierżawionych od gminy.

Dziewięć koni to pokaźna ilość zwierząt potrzebujących nie tylko dużego wkładu pracy ale i opieki weterynaryjnej?

- Muszę powiedzieć, że na początku o koniach wiedziałem nie aż tak dużo, ale otrzymałem nieocenioną pomoc ze strony przyjaciela, nieżyjącego już ś.p. Ferdynanda Pędraka, który nauczył mnie obrobić kopyta, zaprząc konia do wozu oraz dał mi wiele nieocenionych rad i wskazówek, co do hodowli konia. Od tamtego momentu wiele się o koniach nauczyłem. W większości wypadków sam obejmuję opieką weterynaryjna moje konie. Przede wszystkim sam odbieram porody. Zdarzyło mi się odbierać w mojej stadninie poród bliźniaczy, co jest u koni niezwykle rzadkie. Niestety jedno ze źrebiąt przyszło na świat martwe, ale za to drugie pięknie rośnie. Jednak po każdym porodzie zdarza się, że śpię w stajni przy źrebięciu, aby służyć mu pomocą, jeżeli takiej będzie potrzebowało. Moim kolejnym leczniczym sukcesem było odratowanie drugiego kupionego przez mnie konia ogiera Karino. Tego konia kupiłem z objawami ciężkiej grypy, handlarz, który mi go sprzedawał, sam przyznał, że nie da się go raczej uratować i zgodził się go sprzedać za połowę jego ceny pod warunkiem, że druga połowę zapłacę, kiedy koń przeżyje. Wtedy przez dwa tygodnie walczyłem o życie Karino. Udało się i teraz Karino jest pięknym i zdrowym ogierem. Poza moją opieką konie są pod ciągłym nadzorem weterynaryjnym weterynarza z zaprzyjaźnionej stadniny, który przyjeżdża regularnie, podaje koniom szczepionki czy też robi USG źrebnym klaczom.

Czy trzeba spełniać jakieś specjalne warunki, aby móc hodować konie?  

- Teraz, kiedy weszliśmy od Unii Europejskiej, tak. Otóż każdy koń musi posiadać paszport. Takie paszporty na naszym terenie wydaje Związek Hodowców Koni z Krakowa. Taki paszport powinien mieć każdy właściciel konia do końca tego roku. Niezależnie do tego czy jest to koń pod siodło czy też koń pociągowy. W paszporcie znajduje się opis konia oraz wskazuje jego rodowód. W 2006 roku koń, który nie będzie posiadał tego dokumentu, prawnie nie będzie istniał. Nie będzie mógł być sprzedawany, kupowany, nie będzie go można sprzedać nawet na rzeź. Kiedy koń taki zostanie zatrzymany, dajmy na to na drodze bez paszportu, będzie on odebrany właścicielowi i kiedy ten w ciągu 24 godzin nie przedstawi paszportu konia zostanie on poddany utylizacji.

Prowadzi pan stadninę od trzech lat czy to dobra inwestycja?

- Szczerze powiedziawszy, to gdybym miał teraz jeszcze raz zaczynać od początku, to raczej bym się na to nie zdecydował. Moje konie traktuję może bardziej jak hobby niż inwestycję. Na naszym terenie konno jeździ niewiele ludzi. Dlatego też na prowadzeniu stadniny niewiele się zarobi, ja jednak cieszę się, jeżeli moje konie zarobiły przede wszystkim na swoje utrzymanie. Ale i tego niekiedy nie da się uzyskać. Dlatego wraz z moimi pomocnikami koszę ugory, aby móc zbierać siano, sieję i zbieram zboża, aby mieć czym nakarmić moje konie.

Na terenie stadniny znajduje się naprawdę dużo dzieci czy może pan liczyć na ich pomoc?

 - Bez ich pomocy wręcz nie wyobrażam sobie prowadzenia stadniny. Mam całą gromadę pomocniczek – wszystkie to dziewczyny, chłopaki owszem przesiadują na ławkach niedaleko stadniny, lecz nie są chętni do pomocy. Przy dziewięciu koniach, które mam teraz w stadninie, jest naprawdę dużo pracy. Każdy koń codziennie musi być nakarmiony, wyczyszczony i wyjeżdżony. A sam nie dałbym sobie z tym rady. Dziewczyny przesiadują u mnie niekiedy całe dnie, od ranka do nocy. Pomagają we wszystkim, od dbania, karmienia koni, po czyszczenie ich, a także w innych pracach, jak np. suszenie skoszonej trawy. W zamian za pomoc mogą pojeździć na koniach, organizuję dla nich wycieczki w plener czy kuligi w zimie. W naszej współpracy najważniejsze jest zaufanie, ja ufam im, a one i ich rodzice ufają mi. Także rodzice tych dzieci i moi sąsiedzi również włączają się do pomocy, czy to w czyszczeniu koni czy przygotowaniu dla nas posiłków, kiedy pracujemy w polu. Chciałbym tutaj również podziękować i zarazem przeprosić moich sąsiadów za niedogodności związane z bliskością stadniny. Do tych uciążliwości należą przede wszystkim wszędobylskie muchy, niestety nieodłączny element każdej stadniny, a także wszelkie odgłosy wydawane przez konie, takie jak rżenie czy bicie kopytami, które są słyszalne czy to w dzień czy w nocy.

Jakie atrakcje oferuje pana stadnina?

- Przede wszystkim jazdę konną czy to w plenerze czy na padoku. Poza tym oferujemy wiele różnych atrakcji. W zimie są to kuligi połączone z pieczeniem kiełbasek. Taki kulig trwa około 2 – 3 godzin, a kosztuje jedynie 2 zł od dziecka, to dzisiaj naprawdę niewiele, a dzieci mają wspaniałe wspomnienia. W tym roku zorganizowaliśmy również sylwester w siodle. Poza tym jeździmy na 2 – 3 godzinne wyjazdy w plener, oglądamy najpiękniejsze zakątki naszych terenów.

Jakie to są miejsca?

- Naszymi ulubionymi trasami są przejażdżki wokół Gamrotu, zwłaszcza po śląskiej stronie, bardzo przyjemnie jeździ się też wzdłuż Przemszy w kierunku Gorzowa lub w lesie w okolicach Kamionki. Mamy tu naprawdę wiele pięknych miejsc, które z grzbietu konia wydają się jeszcze bardziej urokliwe.

Poza oferowaniem przejażdżek jest pan zapraszany również na różne imprezy folklorystyczne.

- Tak, już od dwóch lat jestem zapraszany na uroczystości dożynkowe w Chełmku oraz imprezy organizowane w Chełmie Śląskim. Wraz z moimi pomocniczkami bierzemy też udział w corocznym święceniu potraw podczas Świąt Wielkanocnych. W mojej stadninie oferuję również przewozy bryczką, którą wynajmuję np. na uroczystości weselne, jednak przejazdy takie nie cieszą się na naszym terenie specjalna popularnością, być może z tego względu, że ludzie są zdania, że taki przejazd jest bardzo drogi. Nie mogę powiedzieć, że jest niekiedy tańszy od samochodu, a bryczka jest udekorowana żywymi kwiatami.

Czy planuje pan w przyszłości dalsze rozwijanie stadniny?

- Może nie tyle rozwijanie stadniny, co przeniesienie stajni. Obecna stajnia jest nieogrodzona, dlatego też może się zdarzyć, że któryś z koni może wybiec na pobliską ulicę i wtedy może dojść do wypadku. Kolejnym powodem przemawiającym za przeniesieniem stajni jest zmniejszenie niedogodności, na jakie skazani są moi sąsiedzi. Jeśli chodzi o moje konie, to planuję sprzedać kilka, a na ich miejsce dokupić konie pełnej krwi araby i anglo – araby. Są to konie znacznie wytrzymalsze i pożyteczniejsze. Nie ukrywam też, że takie konie dobrze prowadzone to również niezła inwestycja, która w razie sprzedaży może przynieść zyski.

Chciałbym również przekazać serdeczne podziękowania dla burmistrza Chełmka Andrzeja Saternusa oraz dla całego Urzędu Miejskiego w Chełmku za nieocenioną pomoc i zrozumienie.

Chciałbym podziękować wszystkim, dzięki którym moja stadnina może istnieć i rozwijać się, w szczególności dziękuję moim rodzicom i pomocniczkom za pomoc, jaką od nich uzyskuję.

Dziękuję również moim sąsiadom za wyrozumiałość, cierpliwość i pomoc, jaką mi okazują, a jednocześnie przepraszam ich za wszelkie niedogodności wynikłe z sąsiedztwa ze stadniną.

Za rozmowę dziękuję.

                                                                                                                            PW

 
Created by: Maciek | powered by Joomla